Anita Werner jest moją ulubioną dziennikarką TVN24. Styliści tak ją modelują, że na pierwszy rzut oka nie wiadomo czy mamy na ekranie dziewczynę czy chłopaka. Podczas rozmowy faktów po faktach senator Kazimierz Kutz kilka razy powiedział do Anity „proszę pana". Nie zareagowała, nie sprostowała.
Słuchanie Anity to prawdziwa uczta. Doradzam jednak - niech się uczy od red. Justyny Pochanke, jak należy rozmawiać z ludźmi. Anita Werner mówi: „Ja bym chciała usłyszeć pana emocje". „Nie wkurza to pana?" „Co pan miał w głowie 30 lat temu, gdy podpisywano porozumienia?"
Nie wiadomo, co ma w głowie Anita Werner. Może kiedyś powie nam więcej. TVN24 w jej wywiadach prezentuje się jako drobiazgowy analityk jednej partii. A co to widzów obchodzi, o co kłócą się ideolodzy przegranej bitwy? Na ekranie trwa bezpłatne lansowanie polityków. Pyskówki, kto kogo dosadniej nazwie. Wychodzą na wierzch paskudne charaktery. A wszystko płynie niskim strumieniem wzdłuż rynsztoka.
Polskie Radio Program 1 zajęło się majtkami policjantek. Okazuje się, że policjantki muszą chodzić w męskich bokserkach. Policjantka na służbie zobowiązana jest do noszenia regulaminowej odzieży i bielizny. Policjantki powiedziały, że chcą aby majtki były wygodne, ładne i seksowne. Tak właśnie usłyszałem - seksowne. Wskutek niedopatrzenia projektanci nowych mundurów dla policji nie wzięli pod uwagę kobiet. Podobno będzie to naprawione i odpowiednie dla pań majtki zostaną uszyte.
Zdawało mi się że policja nosi własną bieliznę cywilną. Ileż to pieniędzy można by na takim rozwiązaniu zaoszczędzić. No, ale skoro wszystko ma być kuloodporne. Co do życzeń policjantek, to myślę, że najładniejsze, najwygodniejsze i seksowne byłyby dla nich stringi...
Zbigniew Ryndak
Polskie Radio abonamentowe dobrze spełnia swoją misję na rzecz przeszczepów. Niemal w każdych wiadomościach szczegółowo informuje o stanie zdrowia 6-letniego Tomka, „który zatruł się grzybami".
Proszę Szanownego Radia - nie zatruł się, tylko został zatruty, przez własnych rodziców. Stało się tak w wyniku lekkomyślności i biedy. Obiad z ziemniaków i smażonych grzybów jest tani ale niezbyt pożywny. Zresztą sam ojciec Tomka też zachorował. Po dramatycznych poszukiwaniach dawcy organu przeszczepiono dziecku wątrobę. Polskie Radio nadało serie drobiazgowych relacji o postępach w powrocie sześciolatka do zdrowia. Na portalach radosne doniesienia. Dziecko wybudzone ze śpiączki farmakologicznej. „Tomek mruga powiekami" - głosił tytuł. A czym, proszę pani redaktor, miał mrugać?
Wszyscy pieją zachwyty nad przeszczepami. Że to jedyna droga do ratowania życia. Problem w tym, że brakuje dawców. Na przeszczep serca czeka w Polsce 230 osób. Ostatnio samodzielnego przyszycia serca, bez pomocy specjalistów z Zabrza, dokonał szpital w Poznaniu. Wkrótce być może w każdej powiatowej klinice takie operacje będą możliwe.
Liczba przeszczepów w naszym kraju poważnie zmalała, po aferze warszawskiej z aresztowaniem znanego kardiochirurga. Telewizja pokazała, jak komandosi w kominiarkach wyprowadzają lekarza zakutego w kajdanki. Zadowolony z siebie ówczesny minister sprawiedliwości i prokurator generalny - Zbigniew Ziobro - ogłosił światu, że „już nikt nigdy przez tego Pana życia pozbawiony nie będzie". Oskarżenie o korupcję i śmierć pacjenta skończyło się przegranym przez p. Ziobrę procesem. Musiał przeprosić w Polsacie, TVN i TVP 1 wysokiej klasy doktora. Oczywiście, widzieliśmy na ekranach tę gigantyczną „korupcję", te stosy wiecznych piór, markowych długopisów i butelek koniaków. Nie ma takiej siły, która zatamowałaby wręczanie dowodów wdzięczności prawdziwym lekarzom.
Mimo wszystko nie jestem zachwycony kultem przeszczepów. Nastąpiło zwyrodnienie medycyny na rzecz skalpela i nitki. Po co biedzić się nad leczeniem, skoro można chory narząd zastąpić nowym. W tej sytuacji wytworzył się rynek drogocennego towaru. Co tydzień potencjalni dawcy giną w wypadkach na polskich drogach. Znikają też w niewyjaśnionych okolicznościach ludzie młodzi i w sile wieku. A serc, nerek i wątroby ciągle brakuje. Organ musi pochodzić od pacjenta, który całkiem nie umarł, tylko doznał śmierci klinicznej. Skoro w dzisiejszym świecie wszystkim się manipuluje, to niewykluczone że również śmiercią można manipulować. Zwykły policjant tego nie wykryje. Rodzi się więc wiele wątpliwości.
Czy można „zabić" człowieka w stanie śmierci klinicznej, żeby przeszczepić narządy innym ludziom i takim kosztem ratować im życie? Nie wolno zabijać ludzi pod parasolem profesjonalnej medycyny. Znane są bowiem przypadki osób, które przeżyły śmierć kliniczną. Dlaczego milczy na ten temat Kościół rzymskokatolicki? Niektórzy biskupi skorzystali już z przeszczepu cudzego serca. Z różnych sygnałów wynika, że w niektórych krajach jest wiele zła, że istnieje handel organami ludzkimi, że bogaci żyją kosztem biednych.
Pierwsze na świecie serce ludzkie przeszczepił w 1967 r. dr Christiaan Barnard w Kapsztadzie. Pamiętam, jak w ciągu jednej nocy południowoafrykański chirurg stał się sławny na całym świecie. Mężczyzna 54-letni otrzymał serce 24-letniej dziewczyny. Zmarł po 18 dniach. W 1968 roku prof. Barnard przeszczepił serce kolejnemu pacjentowi, który przeżył 19 miesięcy. Tak rozpoczęła się era przeszczepów.
Zbigniew Ryndak
Drogi Jerzy,
czytałem Twoje obawy przed operacją zamontowania by-pasów. Tu zawsze jest ryzyko. Ja też kładąc się na stół operacyjny z narkozą zakładałem, że być może się nie obudzę. Zrobili mi cesarskie cięcie i wyjęli woreczek żółciowy pełen kamieni. Żyję, ale nie mogę przez kilka miesięcy wyrównać straconej wagi. Podobnie jest z podróżami lotniczymi. Kiedy wsiadałem do Tupolewa w Moskwie wraz z "komanderowką" literatów, zakładałem że możemy w Armenii nie wylądować cało i zdrowo. Tak było też przy locie Moskwa - Dagestan. Czy później na dziennikarskim wypadzie Warszawa - Nowosybirsk. Na każdym kroku istnieje ryzyko, że śmierć wyciągnie po nas łapę.
Ważne, że masz poczucie humoru. Zaplanowałeś długość życia do 93 lat. Ale czy ty myślisz, że Bóg nie pamięta w jakiej redakcji pracowałeś? Najpierw musisz dożyć do 70 lat. Wtedy będziesz mógł jeździć bezpłatnie komunikacją miejską. Ja tak zrobiłem, a samochód nowy z licznikiem 14000 km stoi pod blokiem. Potem musisz dożyć do 75 lat. Wówczas zostaniesz zwolniony z abonamentu RTV. A ZUS da ci niezależnie od Twego stanu zdrowia dodatek pielęgnacyjny. Wszystko to już osiągnąłem. Dalszych profitów państwo polskie dla emerytów po 75 roku życia nie obiecuje. Najwyżej w pogotowiu ratunkowym powiedzą, że 93-latków "nie reanimujemy".
Reasumując - nie bój się niczego. Nie toleruj lęku w psychice. Nie dopuszczaj do nerwicy lękowej. Wprowadź myślenie pozytywne. Wczoraj w Internecie przeczytałem zwierzenia faceta, który zachorował na raka złośliwego. Ale zastosował nową niekonwencjonalną medycynę germańską. Przez trzy miesiące powtarzał całymi dniami "nie mam raka", "nie mam raka". I rak zniknął. Lekarze zbaranieli. Tak samo działa mechanizm żarliwej modlitwy.
Pozdrawiam i przepraszam za tak duży miniartykuł.
Zbigniew Ryndak
Przypomina mi się II wojna światowa. To samo robili Francuzi z Żydami. Wysyłali ich zbiorowo do "pracy" w Auschwitz-Birkenau. Teraz Cyganie, zwani uprzejmie Romami, są deportowani do Rumunii. Jeżeli Unia Europejska będzie ze swego kontynentu robiła śmietnik migracyjny, to znajdzie się mocna władza, która urządzi powtórkę z historii. A stamtąd już tylko krok do jakiegoś nowego ostatecznego rozwiązania.
Prezydent Francji Nicolas Sarkozy wprowadza nową politykę imigracyjną. Kto się nie asymiluje, nie uczy, nie pracuje, ten nie będzie pasożytował na dobrobycie francuskim. Założenie słuszne i bardzo praktyczne. W dniu 19 sierpnia 2010 roku wydalono do Rumunii dwie grupy Romów, razem 93 osoby. Rząd francuski zapowiedział, że do końca sierpnia odeśle 700 Romów do ich krajów ojczystych. W ciągu najbliższych trzech miesięcy ulegnie likwidacji połowa z 300 nielegalnych „obozowisk i squatów" romskich we Francji. Dotychczas zlikwidowano ich ponad 40.
Prezydent Nicolas Sarkozy uzasadniał decyzję "względami bezpieczeństwa". Jak powiedział, nielegalne obozowiska romskie "będą systematycznie ewakuowane" i nazwał je źródłem handlu ludźmi, prostytucji oraz wykorzystywania dzieci.
Tyle cytatów z mediów umocowanych w sieci. W gruzy sypie się obraz Cyganów z mojego dzieciństwa, 75 lat temu. Żywy folklor - jadą wozy kolorowe taborami, pstrokato ubrane Cyganki na podwórku. Jedna wróży matce z ręki, druga kradnie kury. Śmialiśmy się z ich sprytu. Jechali dalej. Bez nienawiści. Pozostały po nich piosenki. Cygan nie sieje, Cygan nie orze, gdzie tylko spojrzy, tam jego zboże.
Wiele lat potem tańczyłem na powiatowym dansingu z legendarną piosenkarką Cyganów - Randią, a do tańca przygrywał zespół jej męża Edwarda Dębickiego. Dziś pan Edward Dębicki jest twórcą festiwalu cygańskiego w Gorzowie Wlkp. Impreza ma zasięg międzynarodowy, transmisje telewizyjne. Cieszy się wśród Polaków wielkim zainteresowaniem. Były lata w naszym kraju, że opinię Romów zaszargali Cyganie z Rumunii, którzy masowo w sposób zorganizowany żebrali na ulicach polskich miast. Wykorzystywali do tego celu również dzieci. Rząd polski poradził sobie z tym procederem.
Czy prezydent Nicolas Sarkozy poszedł za daleko? Czy to tak można w Unii Europejskiej jeden naród zapakować do samolotu i wyrzucić, kiedy się mówi o swobodzie osiedlania? O zrównoważonym współistnieniu kultur? Każdy deportowany Rom otrzymał 300 euro, a każde dziecko dostało 100 euro. Polecieli więc do Rumunii, ale czy nie wrócą?
A co z kolejnym wielkim problemem Francji - muzułmanami? Nie słychać o planowanych deportacjach. Francja boi się islamskich imigrantów. Nawet im nie dokucza specjalnie, bo wie, że zaraz zaczęłyby płonąć samochody i całe przedmieścia Paryża. Piękne muzułmanki chodzą do szkół. Uczą się a swoją urodę skrywają pod chustami. To wkurza francuskich podrywaczy. No, co by to było, gdyby Carla Bruni, o niebiańskiej powierzchowności, żona prezydenta Nikolasa Sarkozy'ego, ukrywała twarz pod chustą? Byłby to koniec świata białego człowieka.
Szczerze powiem, że news o deportacji Romów zwalił mnie z nóg. Wszystkiego się spodziewałem, ale nie czegoś takiego.
Zbigniew Ryndak
Zbezczeszczenie pamiątkowej tablicy na Pałacu Prezydenckim, to granica po której nie powinno już być żadnej litości dla łamania prawa i rujnowania porządku.
W poświęconą tablicę, na której widnieje znak krzyża, 71-letni Eugeniusz P., mieszkaniec woj. lubelskiego rzucił słoikiem z fekaliami. Zanieczyszczenie było odrażające. Osoby stojące przed Pałacem biły brawa. Były też okrzyki „hańba". Zdjęcie zabrudzonej tablicy opublikowały wszystkie stacje telewizyjne i portale internetowe. Atak na tablicę miał miejsce we wtorek 17.VIII.2010, około godz. 14.
Tej rangi kretyństwa w nowej kapitalistycznej Polsce jeszcze nie było. Niedługo zaczną wybijać szyby w Pałacu a prezydent będzie musiał urzędować w kasku, jeśli niczego w tej sprawie nie zrobi.
W ogóle został pioniersko wypróbowany nowy koktajl z ładunkiem z szamba. To groźna broń w ręku wojowników o lepsze jutro. Wekujmy fekalia i gromadźmy w piwnicach, bo mogą się jeszcze przydać.
Dlaczego obrońcom krzyża nie podoba się tablica, wiadomo gdyż nie o taką tablicę walczą. Na tablicy umieszczono napis:
„W tym miejscu w dniach żałoby po katastrofie smoleńskiej, w której zginęło 96 osób - wśród nich prezydent RP Lech Kaczyński z małżonką i były prezydent RP na uchodźctwie Ryszard Kaczorowski, obok krzyża postawionego przez harcerzy gromadzili się licznie Polacy zjednoczeni bólem i troską o losy państwa".
Tekst jest bałamutny, żeby nie powiedzieć wręcz - głupi. Kogo tablica ma upamiętniać? MIEJSCE? Kawałek placu, na którym GROMADZILI się ludzie zjednoczeni troską o losy państwa. Co znaczy 96 osób? Wycieczka turystyczna? Za kilka lat napis stanie się niezrozumiały. Gdyby w tym miejscu w wyniku samobójczego terrorystycznego zamachu zginęło 96 osób, tablica byłaby uzasadniona. Powinna jednak zawierać wszystkie nazwiska ofiar. Miałaby tedy wartość należną tego rodzaju tablicom.
Tego samego dnia, w TVN24, w faktach po faktach, europoseł PO Sławomir Nitras powiedział, że „nie wolno takich spraw nagłaśniać w mediach, bo w ten sposób sprawca osiąga cel". Słowem - cenzura wisi w powietrzu. Nie wolno o takich incydentach mówić, pisać, nie wolno fotografować, publikować. W myśl reguł bolszewickiej propagandy jeśli czegoś nie ma w telewizji, radiu i gazetach, to tego po prostu NIE MA. W najgorszym razie wie garstka ludzi, ale nie 38 milionów Polaków i 20 milionów za granicami Polski.
Sławomir Nitras mówił na żywo z Mazur. Pokąsany przez komary. Wkurzony na dziennikarzy. Nie może zrozumieć, że społeczeństwa i opinii publicznej nie da się już ponownie wpędzić do klatki, przy obecnym rozwoju środków masowej komunikacji. Uważam, że obraził elektorat. Trzeba mu to pamiętać...
Zbigniew Ryndak
piątek, 3 września 2010
Licznik odwiedzin: 248 837
| « wrzesień » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | ||
| 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12 |
| 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 |
| 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 |
| 27 | 28 | 29 | 30 | |||
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:
Nie można na emeryturze siedzieć CICHO, kiedy wokół dzieje się tyle rzeczy ważnych dla naszego kraju.
Nic ciekawego. Trochę przeżytych lat. Samotność kontrolowana. Genetyczny optymizm ale z drugiej strony dotkliwy fatalizm. Nie przechytrzysz własnego losu. Grafomania jako instrument walki ze wszystkim. Przeklęta mała stabilizacja. Nieraz mówię o sobie Häftling nr 17031935 - więzień przykuty do Polski.